ZIELONO MI TU

WITAJCIE SERDECZNIE NA MOIM BLOGU ZIELONO MI TU

sobota, 16 lutego 2013

Safari park Knuthenborg w Danii.

Wracam do wspomnień z naszych duńskich wakacji.

Dziś pokażę Wam miejsce, które stanowi jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych w Danii . Mam na myśli Safari Park Knuthenborg znajdujący się na wyspie Lolland. Historia samego parku sięga XVII wieku. Od 12 pokoleń park ten należy do duńskiej rodziny arystokratów KNUTH.

KNUTHENBORG jest to największy park krajobrazowy w Europie Północnej, na którego terenie pod koniec lat 60-tych XX wieku powstał rozległy safari park. Egzotyczne zwierzęta sprowadzono m.in. z Kenii. Obecnie znajdziecie tam ponad 1000 dzikich zwierząt.


Aby zobaczyć całą galerię zdjęć w powiększeniu, kliknij na zdjęcie.

Niezwykłość tego parku safari polega na tym, że dzikie zwierzęta swobodnie spacerują tam na wolności, mając do dyspozycji naprawdę ogromną przestrzeń, podzieloną oczywiście na bezpieczne strefy. Po terenie parku można poruszać się własnym samochodem, wytyczone są asfaltowe drogi. Jadąc powoli można podziwiać z bardzo bliska swobodnie poruszające się zwierzęta.
Jedynie tygrysy czy wilki mieszkają w specjalnych ogrodzonych i pilnie strzeżonych strefach, do których człowiek również ma dostęp, ale na specjalnych warunkach.  Naprawdę można tam poczuć się jak na prawdziwej afrykańskiej sawannie.
Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się wyjechać na prawdziwe safari do Kenii, dlatego nie mogliśmy sobie odmówić  przyjemności zobaczenia dzikich zwierząt w naturalistycznej scenerii, innej niż w tradycyjnym zoo.
Obserwacja tych dzikich zwierząt z tak bliska była naprawdę fascynującym przeżyciem i przy okazji świetną lekcją biologii dla dzieci.
Podczas jazdy własnym samochodem po terenie parku, należy zachować szczególną ostrożność, w niektórych miejscach nie wolno wysiadać czy otwierać okien. Prędkość też jest ograniczona do minimum. Zwierzęta są przyzwyczajone do obecności samochodów i ludzi. Nie wiem, co na to obrońcy zwierząt, ale nie odniosłam wrażenia, żeby zwierzęta były zestresowane obecnością ludzi. Zdawały się nas ignorować. 

Na wycieczkę do tego niezwykłego ogrodu zoologicznego należy zaplanować cały dzień. Oprócz safari parku, mini zoo,  znajdziecie tam też piękny ogród botaniczny, gdzie zgromadzono rośliny z różnych zakątków świata oraz atrakcyjny park rozrywki dla dzieci, strefę gastronomiczną ze sklepikami z pamiątkami, miejsca na zorganizowanie rodzinnego pikniku.

Wstęp do parku jest płatny. Dorośli płacą 185 DKK, dzieci poniżej 12 lat 105 DKK. Dzieci do 3 lat mają wstęp bezpłatny.
W okresie wakacyjnym park jest czynny przez cały tydzień od g. 10.00 do 18.00 (ostatni wjazd o g. 17.00).

Więcej informacji znajdziecie na stronie:

 http://uk.knuthenborg.dk/

 Oto moja relacja fotograficzna.

Wjazd do parku przez imponującą bramę.



Na początku powitały nas osiołki:-)


I gazele





oraz zebry




Najciekawsze były żyrafy. Kompletnie nie przeszkadzały im samochody.







Spotkaliśmy też wielbłądy.



I woły


W specjalnej strzeżonej zamkniętej strefie mieszkają tygrysy. Można tam poprzez specjalną śluzę wjechać samochodem, ale należy zachować prędkość 5 km na godz. i nie wolno absolutnie otwierać okien. Niesamowite przeżycie. Takie dzikie zwierzęta - tak blisko.




Można porównać jak ogromne są to zwierzęta, zwłaszcza jak staną na 2 łapach, co mieliśmy okazję zobaczyć.Mój mąż, który jest wysoki i syn na jego ramionach "na barana" nie dali rady:-)


A tutaj lemury.  Julian jak żywy:-)





 Największe moje obawy budziły potężne nosorożce. Trzymaliśmy się od nich z daleka:-)



Małpy mieszkają w specjalnej strefie, do której wjeżdża się specjalnym pojazdem. 





Do strefy, gdzie mieszkają białe wilki też wjeżdża się przez zabezpieczoną śluzę.





Dla dzieci sporą atrakcją jest mini zoo, gdzie można z bliska zobaczyć drobne zwierzęta, głównie kozy.




Warto również wstąpić  na spacer do przepięknego ogrodu botanicznego.





W sąsiedztwie bajecznego ogrodu botanicznego mieszkają strusie i kangury.



Ponieważ Knuthenborg to przede wszystkim historyczna rezydencja rodowa, nie brak tam pięknych zabytkowych budowli.





Kiedy dzieci znudzą się zwiedzaniem parku znajdą inną atrakcję w postaci parku zabaw.








Wyjeżdżając z parku żegnały nas przepiękne kucyki. Niezwykle ciekawskie. Mój mąż stwierdził, że chyba ma za mało koni pod maską. Same pchały się do auta:-)





Nasz bezpieczny wyjazd z parku był zagrożony przez "wściekłe" czarne byki, ale jakoś udało się je bezpiecznie wyminąć i opuścić park.


Polecam gorąco wycieczkę do Knuthenborg. To była wspaniała, rodzinna przygoda.




piątek, 15 lutego 2013

Placki z cukinią i fetą

Dzisiaj powracam z tematem kulinarnym. Wracając z pracy zastanawiałam się, co zrobić dziś na obiad? Mamy Wielki Post, a dziś w dodatku jest piątek. Przecież dziś mięsa jeść nie będziemy, rybę jedliśmy w Środę Popielcową, a makaron trochę mi już bokami wychodzi, dosłownie:-)
Przypomniałam sobie, co mam w lodówce i w spiżarni. Postanowiłam zrobić dziś placki ziemniaczane, ale nie tradycyjne, lecz z dodatkiem cukinii i fety z sosem jogurtowym z czosnkiem.
Nie jest to może danie dietetyczne, więc w biodrach na pewno mi nie ubędzie, ale po tym, co mi wczoraj mąż powiedział, że jestem okrągła i mięciutka, tam gdzie trzeba, to już całkiem straciłam motywację, żeby na wiosnę wyskoczyć smukła jak łania:-) No nie chcę chłopu zabierać tej przyjemności. Niech ma puchatą babę, jak tak bardzo lubi moje rubensowskie kształty:-)

Ale wracając do meritum, miało być o plackach. A więc podaję bardzo prosty przepis:-)
Jest to zmodyfikowana na potrzeby mojej rodziny wersja tureckiego przepisu o nazwie kabak mücveri, w którym w oryginale nie ma ziemniaków. Dodaje ziemniaki tylko z tego powodu, że moje dzieci nie zjadłyby placków z samej cukinii z fetą. Ja osobiście wolę z samą cukinią.
W Turcji danie to podawane jest jako przystawka. U mnie w domu, jako danie główne, bo po zjedzeniu 2-3 placuszków już nic mi się nie zmieści:-)

PLACKI ZIEMNIACZANE Z CUKINIĄ I FETĄ.

 



Składniki:

ok. 1 kg ziemniaków o małej zawartości wody
ok. 0,5 kg cukinii
150 g fety o niskiej zawartości tłuszczu
1 jajko
4-5 łyżek mąki ziemniaczanej, której ilość zależy od tego, jakie są ziemniaki
sól, pieprz kolorowy świeżo zmielony do smaku
łyżka słodkiej papryki
po łyżce świeżego szczypiorku i natki pietruszki, drobno pokrojonych
olej rzepakowy (używam z OLVITY- polecam:-)

DIP do placków:

1 jogurt grecki (albo inny gęsty) - opak. 180 g
1-2 wyciśnięte ząbki czosnku
Sól
Pieprz
1/3 zielonego ogórka, startego na tarce o drobnych oczkach

Wszystkie składniki dipu połączyć i podawać z upieczonymi plackami..

Przygotowanie masy na placki:

  • Obrane ziemniaki zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, odcisnąć na durszlaku nadmiar wody
  • Cukinię umyć i zetrzeć ze skórką na tarce o grubych oczkach, następnie posolić i zostawić na 10-15 minut, żeby puściła jak najwięcej soku. Następnie odcisnąć na durszlaku.
  • Obydwa składniki przełożyć do dużej miski, dodać rozgniecioną widelcem fetę, 1 jajko, przyprawy, zieleninkę, wymieszać dodając mąkę, aż do uzyskania masy ( nie może być zbyt rzadka, ani zbyt gęsta). 
  • Rozgrzać na patelni olej rzepakowy, następnie należy sprawdzić czy temperatura jest już właściwa (ok.180 stopni C). Można to zrobić termometrem kuchennym lub po prostu wrzucić na próbę łyżeczkę masy. 
  • Piec niewielkie placuszki na średnim ogniu, tak żeby zdążyły się upiec w środku, zanim się zrumienią.
  • Upieczone na złocisty kolor placki przełożyć na ręcznik kuchenny, w celu odsączenia nadmiaru tłuszczu,
  • Następnie przełożyć placki na talerz i udekorować łyżką dipu posypanego świeżo zmielonym kolorowym pieprzem. Można dodać szczyptę szczypiorku, jak ktoś lubi.
Smacznego:-)

niedziela, 3 lutego 2013

BIAŁO -CZARNE, czyli zima w moim ogrodzie.

Dziś będzie mało pisania, za to dużo zdjęć.

Czy Wy też nie przepadacie za zimą?
Obudziłam się dość wcześnie i kiedy wyjrzałam przez okno w salonie, moim oczom ukazał się śliczny zimowy obrazek.  Taka zima jest przeze mnie do zaakceptowania, tylko niech nie trwa pół roku, please:-)

Ubrałam się  szybko i wyskoczyłam z aparatem do ogrodu, aby uwiecznić ten cudowny widok, kiedy  po kilkudniowej odwilży ogród okrył się ponownie delikatną kołderką białego puchu.


Aby zobaczyć całą galerię w powiększeniu kliknij w zdjęcie poniżej



























Ładne takie czarno-białe obrazki za oknem, zwłaszcza jak się siedzi otuloną ulubionym pledem na wygodnym fotelu przy kominku, popijając gorącą herbatę z sokiem malinowym, goździkami i świeżym plastrem pomarańczy. Mój kot też się wygrzewał:-)




Wczoraj jednak z tęsknoty za zielonym zaprosiłam wiosnę do mojego domu:-)





I moje ulubione zwiastuny wiosny - hiacynty. Jako osłonkę wykorzystałam skrzynkę po winie, którą wydębiłam od zaprzyjaźnionej kasjerki z Lidla:-)







Każda pora roku ma swój urok, ale ja jednak jestem z ciepłolubnych i tęsknię już za wiosną. Jeszcze 45 dni:-) Byle do wiosny. Pozdrawiam serdecznie:-)