ZIELONO MI TU

WITAJCIE SERDECZNIE NA MOIM BLOGU ZIELONO MI TU

niedziela, 16 grudnia 2012

Zakwas żytni krok po kroku


Dziś PIEKARNIA POD MODRZEWIEM zaprasza Was do zapoznania się z prostym przepisem na własny zakwas żytni, który może służyć do wypieku różnych rodzajów chleba.

 

 



Przepisów na zakwas żytni jest wiele. Chcę tutaj podzielić się swoimi doświadczeniami w zakresie tworzenia zakwasu przede wszystkim z tymi osobami, które jeszcze nigdy tego nie próbowały .
Przepis, z którego od dawna korzystam jest naprawdę prosty i każdemu, kto próbował go zrobić wg poniższej receptury wychodził bez problemu.

Mój zakwas powstaje na zasadzie hydracji 100 %. Hydracja to nic innego, jak procentowy stosunek wody do ilości mąki użytej w zakwasie. W moim przepisie używam więc tyle samo mąki, co wody.

W wielu przepisach na ciasto chlebowe mówi się o różnych stopniach hydracji. Opowiem o tym więcej przy okazji różnych przepisów na chleby.

Do zakwasu potrzebne będą:

Mąka żytnia razowa typ 2000 (na opakowaniu każdej mąki jest wskazany jej typ).
Woda mineralna niegazowana

Słój 1,5-2 l (ponieważ pracujący zakwas znacznie zwiększa swe rozmiary i potrzebuje miejsca)
Przeźroczysta folia spożywcza (są tacy, co przykrywają po prostu lnianą ściereczką i tak też jest prawidłowo)
Gumka recepturka
Termometr kuchenny
Waga kuchenna
Drewniana łyżka do mieszania

Sposób wykonania


1 dzień

100 g mąki żytniej razowej  i 100 g letniej wody podgrzanej do ok. 30 * C,  mieszamy razem w dużym słoiku, przykrywamy folią spożywczą, zabezpieczamy gumką recepturką i odstawiamy  na dobę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu (temp. 25-30 * C). Temperatura pomieszczenia jest tutaj niezwykle ważna.
Ta mieszanka mąki i wody przypomina wyglądem szarą breję, ale tak właśnie ma wyglądać.



Kładę słój z zakwasem w łazience, gdzie podłoga jest podgrzewana. Można położyć również w pobliżu kaloryfera, kominka, tylko niezbyt blisko, żeby zakwas się nie ściął.


2 dzień
Do zaczynu z pierwszego dnia dodajemy kolejne 100 g mąki żytniej razowej  i tyle samo letniej wody, całość mieszamy i znów odstawiamy na dobę w ciepłe miejsce.












3, 4, 5 dzień powtarzamy całą procedurę.



Pracujący zakwas wygląda tak jak poniżej: jest gęsty i widać w nich pęcherzyki powietrza.




Zapach pracującego zakwasu przypomina nieco zapach fermentujących jabłek, czasem octu lub nawet acetonu. Nie obawiajcie się jednak, wszystko jest z nim w najlepszym porządku.

W 5 dniu możemy przeznaczyć część zakwasu do pieczenia pierwszego bochenka, pozostałą część pozostawiamy w słoiku, chowamy do lodówki na najniższe piętro. Powstały zakwas będzie starterem do następnych wypieków.

PRZECHOWYWANIE ZAKWASU:


Należy pamiętać, że raz w tygodniu  wyciągamy słój z zakwasem z lodówki  i nawet jeśli nie pieczemy chleba, to go dokarmiamy  wg  zasady, jak w pierwszym dniu. 

Dla ułatwienia podam, że swój zakwas wyciągam z lodówki zawsze w piątek wcześnie rano. Pozwalam, żeby słój ogrzał się do temperatury otoczenia, a następnie odżywiam go. Wieczorem w piątek przystępuję do wykonania zaczynu na chleb. Odżywiony zakwas w słoju chowam z powrotem do lodówki  w sobotę rano.

Czasem, jak wyciąga się dojrzały zakwas z lodówki, to na powierzchni wytrąca się brązowa ciecz. Wszystko jest w porządku. Ja zlewam tę wodę i mieszam zakwas drewnianą łyżką, doprowadzam do temperatury pokojowej, a następnie odżywiam.

Kiedyś koleżanka poprosiła mnie, żebym przywiozła jej z Polski do Włoch odrobinę zakwasu, bo tęskni za tradycyjnym żytnim pieczywem i chciałaby piec sama chleby (we Włoszech nie używają mąki żytniej).
Byłoby to w zasadzie niemożliwe, gdyby nie inna metoda pozwalająca na przechowywanie zakwasu. 

Cała sytuacja była dość zabawna, bo najpierw ja jej wiozłam z Polski wysuszony zakwas i worki żytniej mąki o różnym typie, a wyjeżdżałam stamtąd z bagażnikiem wyładowanym semola rimacinata di grano duro.  Handel wymienny:-)


Najbardziej praktycznym sposobem przechowania zakwasu, jeśli ktoś nie chce trzymać go w lodówce jest jego całkowite wysuszenie.

Aby wysuszyć zakwas należy cienką warstwę aktywnego (czyli odżywionego, pracującego) zakwasu rozsmarować na papierze do pieczenia,  a następnie włożyć go na tym papierze do piekarnika nagrzanego do temperatury 20- maksymalnie 30 stopni C, ale należy uważać , żeby go po prostu nie upiec. Suszenie trwa między 2, a 3 godziny. O zakończeniu procesu suszenia zakwasu świadczy to, że zakwas będzie dosłownie odchodził płatami od papieru. Dobrze wysuszony zakwas przekładamy do miski i ucieramy moździerzem na proszek. Gotowe. Przekładamy sproszkowany zakwas do szczelnie zamkniętego pojemnika i w tej formie możemy przechowywać go przez nieograniczony czas.
Aby móc go następnie użyć do wypieków należy go reaktywować poprzez dodanie niewielkiej ilości wody, a następnie rozmieszać go tworząc papkę. Jeśli zaobserwujecie, że po chwili na powierzchni papki tworzą się małe pęcherzyki powietrza, to dowód na to, że zakwas żyje i można go użyć do wypieku chleba. Oczywiście nie od razu. Należy go przez kilka dni dokarmiać wg metody, którą podałam na początku posta.

Pamiętam, jak cieszyłam się niczym małe dziecko, jak mój pierwszy zakwas wyszedł. Spróbujcie sami, nie bójcie się. To nie jest wcale trudne, a chleb z takiego zakwasu jest naprawdę pyszny i zdrowy.

Jest taka świetna strona tworzona przez profesjonalistkę, jeśli chodzi o pieczenie chleba. Czego nie znajdziecie u mnie, to tam na pewno:-) Polecam:-)

http://www.chleb.info.pl/


W następnym poście przepis na mój ulubiony chleb na zakwasie żytnim:-)

Serdecznie zapraszam:-)


sobota, 15 grudnia 2012

Historia chleba w pigułce



Czy może być coś piękniejszego niż zapach świeżego chleba roznoszący się po całej kuchni? Zapach ten kojarzy nam się nierozłącznie z domem rodzinnym, ciepłem  i  poczuciem bezpieczeństwa.




Chleb jest najbardziej podstawowym źródłem naszego codziennego pożywienia i to w zasadzie we wszystkich kulturach. Oczywiście w różnych krajach, na różnych kontynentach chleb różni się wyglądem oraz smakiem. Jednak niezależnie od formy, gatunku mąki, z której jest wyrabiany  i walorów smakowych, chleb jest naszą strawą codzienną. 


To przecież takie oczywiste, że chleb codziennie gości na naszych stołach. Zwykle, jak coś jest dla nas ogólnodostępne i powszechne, to rzadko zastanawiamy się, skąd się w ogóle wzięło?

Przyznam się , że zanim zaczęłam samodzielnie wypiekać chleb w moim domu, nie zastanawiałam się, skąd chleb się wywodzi i jaka jest jego historia. 
Zanim więc przejdę do prezentacji przepisów, poruszę temat chleba w kontekście historycznym. Może ten wątek zainteresuje tylko garstkę pasjonatów historii, ale myślę, że warto przyjrzeć się zagadnieniu ze wszystkich stron.


Pewnego dnia by zbadać ten temat głębiej, udałam się po pracy do Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Znalazłam kilka pozycji  poświęconych tematyce historycznej związanej z tradycją chleba. Niestety większość z nich jest do wypożyczenia wyłącznie na miejscu.  

Bardzo lubię książki kulinarne. To po roślinach do ogrodu, druga rzecz, której nie potrafię się oprzeć. Część swojego księgozbioru kulinarnego zgromadziłam sama, a część dostałam w prezencie, z czego bardzo się cieszę i przy okazji dziękuję darczyńcom. W tym roku i Mikołaj nie zapomniał o mnie. Dostałam w prezencie ” Księgę chleba”

Przy okazji miałam niezłą „zagwostkę”  lingwistyczną czy pisze się piekarstwo czy piekarnictwo. Okazuje się, że obie formy są prawidłowe.

„Księga chleba” to książka, dzięki której można przenieść się w niezwykłą podróż historyczną śladami chleba.  
To chyba jedyna tak dobrze opracowana polska książka o tej tematyce. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to jest fakt,  że wśród tylu przepisów jest tylko kilka zdjęć gotowych wypieków.

Osobiście lubię wiedzieć, jak dany chleb powinien wyglądać. Jest to dla mnie i myślę, że dla wielu czytelników,  spore ułatwienie , a przede wszystkim zachęta do wypróbowania przepisu i kupna danej książki.

Poza tą jedną uwagą jestem tą książką szczerze zachwycona. Jest przepięknie ilustrowana i zawiera bardzo ciekawe opisy dotyczące historii piekarstwa na świecie.

Pokazuje różne tradycje związane z chlebem w Polsce oraz na świecie na przestrzeni dziejów. Wzbogacona jest też wieloma ciekawymi przepisami, które na pewno wypróbuję w najbliższych weekendach i chętnie się nimi z Wami podzielę.



Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak fascynującą historię ma chleb. Pisząc więc o wypiekach, nie sposób pominąć tego wątku. Postaram się podać Wam tę historię „w pigułce”.

Słowo “chleb” pochodzi podobno od gockiego hlaif, a potem starogórnoniemieckiego hleip. Przy okazji natknęłam się na zabawne legendy na temat pochodzenia tejże nazwy, ale to raczej nie nadaje się do publikacji.

W religii chrześcijańskiej chleb ma niezwykle głęboką symbolikę. Betlejem znaczy „DOM CHLEBA”. Jesteśmy w okresie przedświątecznym przed Bożym Narodzeniem, więc temat ten okazuje się być całkiem na czasie.

Jeść chleb z kimś, spożywać  z kimś chleb, znaczyło, że jest się kimś zaufanym, przyjacielem.  Łamanie się chlebem symbolizuje wspólnotę z innymi ludźmi.

Z kolei dawanie chleba głodnemu jest wyrazem miłości bliźniego. Obfitość chleba symbolicznie oznacza błogosławieństwo Boga, czyli to, co dla nas jest tak ważne: bezpieczeństwo, dobrobyt, bogactwo. Zaś brak chleba kojarzy się z nędzą.

Chleb stał się więc z czasem symbolem wszystkiego, co wartościowe.

W źródłach historycznych mówi się, że chleb zaczęto wypiekać już 12 tysięcy lat temu.

Jednak pierwsze formy chleba, niewiele miały wspólnego z tym, co dziś nazywamy pieczywem. Były to po prostu gęste papki, polewki, bryje, składające się prawie w 80-90%  z wody zmieszanej i ugotowanej z wyłuskanymi oraz utłuczonymi ziarnami jednego ze zbóż: jęczmienia, pszenicy, żyta czy prosa.

Biorąc pod uwagę do jakiego rodzaju chleba dziś jesteśmy przyzwyczajeni opis ten brzmi mało zachęcająco.

Później jednak zaczęto coraz bardziej  rozdrabniać ziarna zbóż przy użyciu tłuczków  czy moździerzy oraz zmniejszać ilość wody w polewkach (do ok. 60-70 %, a potem do 40 % ) , co pozwoliło na wypiek pierwszego pieczywa w formie płaskich placków.

Zatem pierwsze zalążki pieczywa zbliżonego do chleba były wyrabiane z ciasta nieukwaszonego- w postaci placków , naleśników czy podpłomyków wyrabianych na rozgrzanych kamieniach lub w gorącym popiele. Miały one różne kształty oraz grubość. Spożywano je jeszcze ciepłe, ponieważ szybko twardniały na kamień.

Wypiekano je w piecach o kształcie kopułowym.

Taka forma chleba plackowego wypiekanego w piecach kopułowych zachowała się po dziś dzień w krajach Bliskiego i Środkowego Wschodu, jak i w Azji Centralnej oraz wielu innych regionach świata.

Jak  człowiek wpadł w ogóle na pomysł, aby z wody i mąki zbóż wytworzyć chleb, taki jaki dziś powszechnie znamy, w postaci wysokiego, spulchnionego bochenka?

Dzisiejszy chleb na pewno jest wynikiem ewolucji, która zapoczątkowana została jakieś 5000 lat temu.

Podejrzewa się, że pierwszy bochenek chleba nie jest wcale efektem zamierzonego działania człowieka, popartego jakimiś eksperymentami, lecz dziełem całkowitego przypadku.

Pierwszymi ludźmi, którzy wpadli na pomysł, jak sprawić, aby chleb stał się wyrośnięty i miękki w środku,  byli Egipcjanie.

Dziś wiadomo, że aby chleb stał się pulchny, potrzebny jest m.in. zakwas. 

Krąży wiele legend na temat powstania pierwszego zakwasu.


Jedna z nich mówi o tym, że ok. 2600 r. p.n.e. pewna egipska niewolnica zapomniała o papce zbożowej pozostawionej na słońcu, z której miała upiec placek dla swojego pana . Na słońcu papka zaczęła fermentować i rosnąć. Niewolnica tak wystraszyła się, że zostanie surowo ukarana za marnotrawstwo, że postanowiła jednak upiec z wyrośniętej papki ów placek. Okazało się , że placek ten jest dużo smaczniejszy, niż placki pieczone wg wcześniejszego sposobu.


Czy tak faktycznie było ? Tego nie wiemy, ale sposób wytwarzania zakwasu chlebowego nie zmienił się od ponad 4000 lat.


Przepis jest prosty i generalnie mówi, że należy zmieszać wodę z mąką w odpowiednich proporcjach i pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.

Oczywiście w różnych kulturach można spotkać się z pewnymi modyfikacjami tego tradycyjnego przepisu. Szukając informacji na ten temat spotkałam się z takim przepisem, w którym wodę gotowano z dodatkiem ziół, odcedzano, dodawano stary miąższ z chleba oraz otręby, a następnie formowano kulki, które potem suszono na słońcu przez cały tydzień. Zapewne dlatego, że przecież w tamtych czasach nikt nie słyszał o istnieniu lodówki, a przedstawiony sposób pozwalał na przedłużenie żywotności zakwasu.


Wiele cywilizacji, Egipcjan, Żydów, Greków, Galów i Iberów poddawało żywność procesom, które dziś wiemy, że nazywają się fermentacją. Dla nich proces ten był absolutnie niewytłumaczalny.


Jak wyglądał pierwszy proces pieczenia chleba możemy dowiedzieć się z malowideł ściennych odkrytych przez archeologów w Egipcie. Dziś już wiemy, jak wyglądały ówczesne bochenki chleba, gdyż odnaleziono je w grobach egipskich zmarłych. Wg wierzeń egipskich miały zapewnić zmarłym pożywienie podczas podróży do zaświatów. Nadal archeolodzy podczas badań natrafiają na ślady wielkich piekarni, które prawdopodobnie zaopatrywały w pożywienie budowniczych wielkich piramid. Wiemy też, że chleb był składany przez Egipcjan w ofierze, jako płód ziemi.

Starożytni Egipcjanie mieli ogromny szacunek do ziaren zbóż. Określali je przez słowo „Achnet”,  czyli to, co daje życie.


Po Egipcjanach sztukę pieczenia chleba rozwinęła cywilizacja grecka, a następnie rzymska. Rozkwit sztuki pieczenia chleba nastąpił w Starożytnym Rzymie. Za panowania słynnego cesarza Augusta, czyli ok. 30 r. p.n.e. w Rzymie działało ponad 330 piekarni, co ciekawe, należących głównie do Greków. Powstał wówczas  pierwowzór dzisiejszego cechu piekarzy.
Co nie znaczy wcale, że ubożsi mieszkańcy Rzymu i legioniści nadal nie spożywali gęstych papek i polewek, o których wcześniej pisałam. Jednak woleli gotowy chleb, dlatego od cesarzy żądali dwóch darmowych rzeczy : "Chleba i igrzysk!" 

Jak wyglądała typowa starożytna rzymska piekarnia można się dziś dowiedzieć zwiedzając Pompeje – miasto zasypane popiołem wulkanicznym  przez wybuch wulkanu Wezuwiusz w 79 r., a następnie odkryte podczas budowy kanału pod koniec XVI w.

Miałam okazję zwiedzić Pompeje w ubiegłym roku podczas wakacji i na pewno poświęcę im więcej uwagi w innym poście, bo to naprawdę niezwykłe miejsce.


W Pompejach funkcjonowało ok. 20 piekarni. Jedna z nich, która dobrze się zachowała to piekarnia Modestusa. Widoczna jest na zdjęciach poniżej:






W ruinach Pompei zachowało się sporo młynów w formie żaren obrotowych.
 Tu widać jeden z nich w tle. 



A tu z bliska . Składały się z ciężkiego bieguna w kształcie klepsydry, w którym był specjalny otwór do wsypywania ziarna, oraz leżaka — dolnego kamienia o stożkowatym kształcie. Podczas obracania bieguna dosypywano ziaren, które przedostawały się pomiędzy kamienie, gdzie ulegały rozdrobnieniu. Zachowały się bieguny o średnicy od 45 do 90 centymetrów. Cały młyn mógł mieć nawet 180 centymetrów wysokości.






Przy okazji zwrócę Waszą uwagę na taką ciekawostkę, jak wyglądały ówczesne kuchnie.

Tu przy ruinach jednej z ówczesnych jadłodajni. W tych kamiennych blatach znajdują się charakterystyczne walcowe wgłębienia, w których umieszczano naczynia z gorącymi potrawami. Dania te były  sprzedawane mieszkańcom Pompei bezpośrednio z ulicy.




A tu poniżej kuchnia domowa. Co ciekawe w jednym pomieszczeniu mieściła się zarówno kuchnia, jak i toaleta. I te otwory z dzbanami to z jednej strony kuchnia - od strony ulicy, a w oddali ten otwór to ponoć ichniejszy wychodek:-) Historia życia mieszkańców Pompei jest naprawdę fascynująca i chętnie o tym kiedyś napiszę.





Starożytni Rzymianie znali już chleb na zakwasie. Wyróżniających się piekarzy- niewolników, za wspaniałe wypieki wyróżniali w ten sposób, że obdarzali ich wolnością. Cenili ich tak bardzo, że nie szczędzili im pochwał za życia i po śmierci. Na dowód swego uznania nawet stawiali antycznym mistrzom piekarnictwa pomniki.


Chleb, który wówczas wypiekano miał kształt na ogół okrągły, płaski od góry, nie gruby. Na bochenku widoczne były dość głębokie rysy, które ułatwiały łamanie chleba palcami, gdyż noże choć już wtedy znano, ale nie używano ich do krojenia chleba.
Już wtedy chleby dzielono na kilka rodzajów w zależności od gatunku używanej mąki, pochodzenia wypieku, przeznaczenia pieczywa. Wiemy również, że znano wówczas dwa gatunki pszenicy. Ziarna jednej były białe, lekkie, mało pożywne i lekkostrawne, drugiej - żółte i cięższe. I z tych 2 gatunków pszenicy otrzymywano 6 różnych rodzajów mąki. W zależności od stopnia przemiału mąki, chleby dzielono na : biały, luksusowy, ciemny, sitkowy i razowy.

Generalnie już w starożytności nadawano chlebom nazwy wg kraju, z którego dany wypiek pochodził. I tak np. w Grecji uważano za bardzo dobry chleb fenicki, z Kapadocji , z wysp Cypru czy Lesbos. 
Już wtedy dzielono chleb na chleb pieczony na zakwasie i bez zakwasu. Wypiekano też chleb dietetyczny, bez soli. 
  
Po upadku Starożytnego Rzymu, jako cesarstwa, sztukę pieczenia chleba  zaczęli doskonalić przede wszystkim mnisi. Gdy w średniowieczu nastąpił rozwój miast, a rzemieślnicy zaczęli zrzeszać się w cechy, piekarstwo zaczęło funkcjonować jako niezależny zawód, a domowe piekarnie coraz częściej ustępowały miejsca piekarniom prowadzonych przez członków cechów. Średniowieczni piekarze w miastach wypiekali około 9 gatunków chleba i ciast, nie licząc mniej znaczących odmian.


Na wsiach bardzo wcześnie rozpowszechnił się zwyczaj samodzielnego wypieku chleba, co zapewniało pożywienie przede wszystkim biedniejszym mieszkańcom. Tradycją było pieczenie chleba we własnym lub we wspólnym piecu. Wiele z tamtejszych tradycji na szczęście przetrwało do dziś i możemy korzystać z dawnych receptur.


Postęp techniczny w zakresie piekarstwa rozwijał się generalnie dość powoli. Przełom nastąpił bowiem dopiero przed 1688 r. w Paryżu, kiedy po wiekach zapomnienia zastosowano do wypieku chleba znane już wcześniej drożdże piwne.

Biały chleb pojawił się na terenach obecnej Polski wraz z armią Napoleona. Wyparł on dość szybko pieczywo razowe (ciemne), stając się chlebem pańskim.


Zasadniczy przełom w piekarstwie nastąpił jednak dopiero w wyniku rewolucji naukowo – przemysłowej w Anglii na przełomie XVIII i XIX w., głównie dzięki zastosowaniu nowoczesnych na ówczesne czasy maszyn i urządzeń, służących do mieszania i wyrabiania ciasta chlebowego, a także dzięki użyciu nowych, dużych pieców piekarniczych na parę.

Pierwsza fabryka chleba powstała w Londynie w roku 1854 r.


Mechanizacja procesu pieczenia chleba była dziejową koniecznością, gdyż na świecie przybywa coraz więcej ludzi. Jednak tęsknimy za smakiem prawdziwego wiejskiego chleba, bez różnych ulepszaczy.

Dziś piece piekarnicze nowej generacji, imponują swą wielkością i stopniem zaawansowania technologicznego, lecz chleb, który z nich pochodzi, coraz mniej podobny jest w smaku do chleba.



Chleb będący wytworem pracy rąk ludzkich jest czymś więcej, niż tylko wynikiem procesów  chemicznych i fizycznych.  Jest dziełem wspólnym ludzi i łączy nas przy wspólnym stole.

Dlatego szanujmy chleb i cieszmy się z tego, że tradycja pieczenia chleba w domach przetrwała wieki.


A jeśli ktoś myśli, że działalność ta dotyczy wyłącznie, jak to mówią u nas na Śląsku starszych pań w „zopasce” (czyli fartuchu) – bez urazy, to jest w głębokim błędzie. Coraz więcej młodych i aktywnych kobiet zajmuje się pieczeniem własnego chleba w domu, ale znam też mężczyzn, którym zajęcie to również nie jest obce. 

No i drogie panie, jeśli mężczyźni uważają, że kobieta w fartuchu wygląda mało atrakcyjnie, to proponuję Panom, żeby kupili swym kobietom np. taki:





Fartuszki dostępne np. tutaj:

http://akcesoria-kuchenne24.pl/product/Fartuszek-COOKie-kuchenny-damski-Lukrecja-kwitnaca/?id=1288

Ja sna pewno bym uciesza z takiego prezentu pod choinką:-)

Pewnie niektórzy uważają, że domowe pieczenie chleba, to kwestia kolejnej mody i że po okresie fascynacji przeminie. Ale z tego, co obserwuję to moda na pieczywo z własnego wypieku zatacza coraz szersze kręgi.

I jeśli nie jestem osobą, która podąża ślepo za modą, to jeśli jest to moda związana z poszukiwaniem sposobów na zdrową i naturalną żywność, to mówię dlaczego nie?

Ja sama będąc zarażona tą pasją, przekazuję „wiruska” dalej . I mogę się pochwalić nieskromnie, że zainfekowałam modą na zakwas żytni oraz domowy chlebek już kilka osób. A tym moim blogowaniem mam nadzieję, że zachęcę również takich znajomych i nieznajomych, którzy dalej uważają, że to jakaś czarna magia.


W następnym poście będzie więc mowa o zakwasie i zamieszczę mój ulubiony przepis na chleb pszenno-żytni z ziarnami słonecznika i siemienia lnianego:-)
Serdecznie zapraszam, zaglądajcie:-)



Opracowałam na podstawie:
  1. “100 wieków chleba” Bolesław Kuźmiński, wyd.Książka i Wiedza, 1968
  2. „Księga chleba” praca zbiorowa, wyd.Zysk i S-ka.,2009
  3. „Domowy wypiek chleba”, Fiedoruk, wyd. MUZA S.A., 2005
  4. „Chleb z własnego pieca”, M. Merzenich, E. Thier; wyd. Multico, 2008
  5. http://www.muzeum-chleba.pl/


wtorek, 11 grudnia 2012

Zaproszenie do domowej piekarni



„Od szacunku do kromki chleba prowadzi tylko krok do szacunku dla rodziny, najbliższych, do kraju, w którym żyjemy i do całego otaczającego nas świata”. 









Witam w mojej domowej PIEKARNI, którą nazwałam  POD MODRZEWIEM.
Dlaczego akurat tak ją nazwałam, przekonacie się już w przyszłym roku latem:-) 




Prawie 2 lata temu, rozczarowana coraz gorszą jakością pieczywa dostępnego w sklepach oraz piekarniach,  zainteresowałam się bliżej pieczeniem chleba oraz szeroko rozumianego pieczywa w domowych warunkach.

Od tamtego momentu, co tydzień, jak tysiące Polek, zamieniam moją kuchnię w weekendową, domową piekarnię na potrzeby własnej rodziny, a czasem też znajomych. 

Aby w ogóle rozpocząć moją przygodę z pieczeniem chleba, musiałam najpierw zdobyć fachową wiedzę na ten temat. Z właściwym sobie urokiem neofity  na początku zaczęłam buszować po internecie w poszukiwaniu ciekawych przepisów. I nie rozczarowałam się, ponieważ od dawna na polskich stronach internetowych jest już kilka naprawdę dobrych blogów na ten temat . 
Pojawiło się więc światełko w tunelu i zobaczyłam jasność. Normalnie mnie oświeciło, że to wcale nie jest jakaś sztuka tajemna, której nie byłabym w stanie pojąć.
Chwała więc wszystkim blogerom i blogerkom, którzy przede mną podjęli ten temat. Jestem im wdzięczna za to, że są, bo dzięki nim w ogóle ruszyłam z miejsca. 
Mam swoje ulubione blogi kulinarne, ale też lubię sama poszukiwać nowych przepisów. 
W związku z tym często w kuchni improwizuję:-)i nie przejmuję się, jak mi czasem coś nie wyjdzie. Próbuję dalej, a czasem zupełnie przypadkowo wpadam na coś, co na stałe wchodzi do mojego menu.

Bardzo podoba mi się podejście do kuchni jednej z bardziej znanych gwiazd kulinarnych , Sophie Dahl, którą bardzo polubiłam za ciekawe, aczkolwiek proste przepisy, ale też za osobowość (dzięki niej polubiłam swój rozmiar 42:-) 
Sophie uważa , że jeśli ktoś stara się traktować kuchnię, jako kolejne pole do sprawdzenia siebie, popisania się, osiągnięcia jakiegoś perfekcyjnego efektu, to często staje się to tak stresujące dla tej osoby, że tylko krok dzieli ją od zniechęcenia. I wtedy efekty naprawdę mogą być mierne.
Tymczasem, jeśli kuchnia staje się przygodą, dobrą zabawą, w której nie boimy się również eksperymentować, to efekty mogą być naprawdę zadowalające. Przy czym zaznacza, że trzeba znać tych kilka najważniejszych reguł. I jak jej nie polubić?





Zasadniczo w części mojego bloga zatytułowanej PIEKARNIA POD MODRZEWIEM  chcę się z Wami podzielić różnymi przepisami, które miałam okazję wypróbować na sobie, rodzinie oraz znajomych. 

(Nieufnym zdradzę, że wszyscy, którzy jedli moje wypieki przeżyli, mają się dobrze,  a nawet wołają, że za rzadko i za mało piekę.)


Zanim więc przejdę do sedna, czyli do przepisów,  opowiem Wam o pewnym ciekawym miejscu związanym z chlebem, a w następnym poście zabiorę Was w wirtualną podróż historyczną śladem chleba.

Niedaleko mojego miejsca zamieszkania, w sąsiednim miasteczku Radzionkowie, znajduje się niezwykłe muzeum- Muzeum Chleba
Jest to jedyne takie miejsce w Europie Wschodniej, porównywalne z podobnymi muzeami w Niemczech, Szwajcarii czy we Francji.

Miejsce niezwykłe, z którego możemy być dumni, stworzone z szacunku do historii i tradycji.

Wśród wielu ciekawych eksponatów można tam nie tylko zapoznać się z historią piekarnictwa, ale też uformować i upiec własnoręcznie bułeczki.


Myślę, że dla dzieci, ale również dla dorosłych, którzy nigdy wcześniej się z tym zagadnieniem nie zetknęli, może to być całkiem atrakcyjne miejsce na rodzinną wycieczkę w wolnym czasie.

MUZEUM CHLEBA otwarte jest od poniedziałku do piątku w godzinach: 8.00-16.00. 



Muzeum ma ciekawą ofertę skierowaną do szkół i przedszkoli, ale również osoby indywidualne mogę je odwiedzać.  
Szkoda tylko, że dla osób indywidualnych ostatnie wejście do muzeum jest 
o godzinie 14.30.

Muzeum jest otwarte również w pierwszą sobotę miesiąca, od kwietnia do listopada,  w godzinach od 11.00 do  16.00. 


Cena biletu indywidualnego to 10 zł
Wejście grupowe połączone z wypiekiem bułek – koszt 12 zł. Dzieci do lat 3 mają wstęp bezpłatny. 

  
Warto zorganizować sobie większą grupę wśród znajomych z dziećmi i wcześniej ustalić termin wizyty z przewodnikiem.
 
Jeśli ktoś jednak nie ma możliwości, aby tam pojechać, to zachęcam do wirtualnej podróży po Muzeum Chleba, które uruchomiło świetną stronę internetową. 

Wchodząc na tę stronę możecie odbyć wirtualną wycieczkę po muzeum.


Znajdziecie tam również wirtualną bibliotekę, gdzie można zapoznać się z  pięknym albumem poświęconym muzeum.




Gorąco Wam polecam:-)